Podobno jeżdżenie na nartach sprawia niezwykłą frajdę. I podobno wcale nie tak trudno się tego nauczyć. Podobno.

Miesiąc temu postanowiłam z Piotrem, że dołączymy do dzieci, które już jeżdżą, aby radośnie, wśród wzbijającego się śniegu, podziwiając zapierające dech w piersiach widoki, zgrabnie i płynnie zjeżdżać z gór. Taaaa…

Jako, że mam głębokie przekonanie, że KAŻDY proces nauki przebiega szybciej, gdy ma się przy sobie trenera / mentora / przewodnika, zapisaliśmy się na lekcję do profesjonalnego instruktora.

Wypożyczyłam narty. Buty. Założyłam specjalnie na tę okazję kupione spodnie narciarskie. I kask.

Zaraz po tym, zaczęła się moja TOTALNA PORAŻKA. 

Po pierwsze nie umiałam wpiąć butów w narty. Po drugie, nawet jak już je wpięłam, to nie umiałam na nich ustać. Upadki zaliczałam jeden po drugim. Po trzecie piszczele bolały mnie tak, że łzy kręciły mi się w oczach. Po czwarte nie umiałam wykonać jednocześnie poleceń instruktora typu „rozstaw szeroko nogi”, „ugnij kolana”, „pochyl się do przodu”. Po 45 minutach miałam serdecznie dosyć nart, śniegu, stoku i w ogóle wszystkiego. Marzyłam tylko, żeby instruktor w jakiś cudowny sposób doprowadził mnie do miejsca, gdzie zdejmę narty i będę mogła założyć moje – do tej pory niedoceniane – ciepłe kozaki.
W tym samym czasie mój mąż nauczył się ruszać, hamować, zjeżdżać z góry, a nawet skręcać!!! 

AAAAA!!!! Byłam zdruzgotana!

Moje mechanizmy obronne

Ale jak na psychologa przystało uruchomiłam wszystkie racjonalizatorskie mechanizmy obronne i tłumaczyłam i sobie i swojej całej rodzinie, że: „nie każdy musi umieć jeździć na nartach”, „mam wiele innych talentów” i „zrobię wam świetne zdjęcia na stoku”. Naprawdę nie zamierzałam jeszcze kiedykolwiek postawić nogi na stoku.

Dlatego następnego dnia patrzyłam jak Piotr i dzieci śmigają z góry, radośnie i płynnie i… Boże! jak mi było żal, że mnie tam z nimi nie ma, że nie dzielę tej radości z nimi. I jeszcze mój syn, który powtarzał „ależ mamo, przecież to Ty mnie uczysz, że nie należy się poddawać”…

Z tego wszystkiego pomyślałam, że zaryzykuję raz jeszcze siniaki i zbłaźnienie się na całego i zapisałam się ponownie do instruktora – tym razem innego. I wtedy… nastąpił przełom. Trafiłam do pani Olgi, która była mistrzynią w motywowaniu trudnych narciarskich przypadków, do których należałam. Zupełnie inaczej poprowadziła ze mną lekcję niż poprzedni trener. Na co innego zwracała uwagę. Doceniała mnie i zdecydowanie bardziej wierzyła w mój potencjał niż ja sama. Po 15 minutach wjechałyśmy razem orczykiem na górę. Po godzinie umiałam z niego sama zjechać – prosto, skręcając, radośnie i płynnie! Byłam bardzo z siebie dumna. Nadal jestem. 

I co z tego wynika?

To wydarzenie pokazało mi kilka prawidłowości w uczeniu się nowych rzeczy, o których czasem zapominamy i ja sama też zapomniałam.

  • Po pierwsze – z trenerem / mentorem / coachem zawsze zrobisz szybsze postępy niż samodzielnie.
  • Po drugie – musisz próbować, eksperymentować, działać – nie wystarczy czytanie książek i teoretyzowanie – próbujemy nowego narażając się na porażkę, bo tylko w ten sposób możemy dokonać postępu (i co, że się będą śmiali? ja naprawdę spektakularnie upadałam na tyłek na stoku i co? i nic!
  • Po trzecie – ważne jest, aby między Tobą i trenerem była „chemia”, porozumienie. Trener powinien znaleźć klucz do Ciebie, dopasować sposób nauki do Twoich preferencji, potrzeb, tempa. Pani Olga znalazła do mnie klucz od razu. Z pierwszym trenerem do dzisiaj leżałabym zdemotywowana na stoku. I tak – to jest ok, że zmieniamy trenerów / coachów.
  • Po czwarte (choć chyba to powinien być punkt pierwszy) – musisz wiedzieć, po co chcesz się czegoś nauczyć, znaleźć swoje „why” – wtedy i tylko wtedy nie poddasz się, gdy przyjdzie trudniejszy moment, tymczasowa porażka czy kryzys (dla mnie to była chęć dzielenia doświadczeń z rodziną, którą kocham).
  • I po piąte – po każdym treningu / coachingu / mentoringu – próbuj samodzielnie, ćwicz, ćwicz, ćwicz, a następnie znowu spotkaj się ze swoim trenerem – przegadaj w czym czujesz się już swobodnie i pewnie, a co nastręcza Ci trudności, dopytuj, radź się, patrz jak robi to twój trener, próbuj przy nim, a potem znów eksperymentuj samodzielnie itd. Nie odpuszczaj, aż będziesz zadowolona, zadowolony z efektu.

A jeśli potrzebujesz trenera / coacha / doradcy na swojej liderskiej ścieżce to zapraszam Cię do współpracy. Wiem nie tylko, czego uczyć i przede wszystkim JAK to robić skutecznie.

Napisz do mnie śmiało, czego potrzebujesz: agnieszka@agnieszkawrobel.pl