PROAKTYWNOŚĆ I ROZWÓJ, RELACJE W PRACY I W DOMU

JAK MÓWIĆ, ŻEBY DOSTAĆ TO, CZEGO SIĘ CHCE?

Najpierw pomyślałam, że to zmęczenie końcówką roku sprawia, że ludzie wokół jacyś tacy bardziej sfrustrowani i rozgoryczeni. Potem, że to pewnie wpływ pogody, która ostatnimi czasy nas nie rozpieszcza. Potem, że to kwestia postrzegania rzeczywistości. Ale (jak to ja) poprzyglądałam się, pozagłębiałam i to w ogóle nie o to chodzi. Ale po kolei. Posłuchajcie.

 

To, co często słyszę to:

Aga, ja już nie mogę w tym związku, on w ogóle nie bierze pod uwagę tego, czego ja chcę.

Aga, już dwa razy mówiłam synowi, żeby sprzątnął w pokoju, a bałagan jak był, tak jest.

Aga, no przecież znasz Zośkę, mogłaby pamiętać, że jak oglądam mecz siatkówki, to to jest dla mnie ważne i nie chcę wtedy słuchać o tym, co zrobił jej szef, przecież to może poczekać, a ona od razu strzela focha.

Aga, ja naprawdę nie pojmuję, jak można od razu słać maila do wiadomości „wszystkich świętych” zamiast przyjść i na spokojnie wyjaśnić sytuację.

 

Słyszę w tym wszystkim i bezsilność i bezradność. I narastający smutek i żal. Mamy oczekiwania, mamy swoje potrzeby, czegoś chcemy, a dzień po dniu rozbijamy się o rzeczywistość. Dlaczego? Myślę, że przyczyny są dwie.

 

PRZYCZYNA PIERWSZA

Często jest tak, że pomimo utyskiwań, tak naprawdę nie przywiązujemy zbyt wielkiej wagi do swoich potrzeb. Rzadko zatrzymujemy się i zadajemy sobie pytanie czego ja tak naprawdę w tym wszystkim chcę i czego tak naprawdę potrzebuję. Pędzimy od obowiązku do obowiązku i raz na jakiś czas, kiedy już jesteśmy totalnie zmęczeni i opadamy z sił dopada nas frustracja i jesteśmy źli na cały świat, że czujemy się zaniedbani, niedocenieni, nadmiernie obciążeni. A przecież – jeśli my sami nie będziemy brać pod uwagę naszych potrzeb to może się zdarzyć (i często się zdarza), że i dla innych nie będą one ważne.

 

PRZYCZYNA DRUGA

Nawet jeśli złapiemy moment, kiedy się zatrzymamy i odpowiemy same przed sobą to o co mi tak naprawdę chodzi i co by było dla mnie teraz najlepsze to nie mówimy o tym wprost. Zamiast tego – wzdychamy znacząco. Przewracamy oczami. Opowiadamy z tęsknotą w głosie o tym, jak to inny mąż innej żonie wyprawił przyjęcie – niespodziankę. Podsyłamy filmiki i zdjęcia sugerujące. Tak – dajemy do zrozumienia. Tak – liczymy na to, że ktoś się domyśli. A jak się nie domyśla to się złościmy. A jak nawet próbuje odgadnąć, o co nam chodzi i coś nieporadnie robi to wołamy: co ty wyprawiasz? Nie rób tego w ten sposób.

 

Ale nie powiemy w jaki sposób ma robić. Mamy ogromną trudność z wypowiedzeniem wprost swojej prośby. Dużo łatwiej nam mówić czego ktoś ma nie robić: nie kładź tego tutaj, nie bałagań, nie dzwoń tyle, nie wracaj tak późno do domu… Mamy trudność z takim sformułowaniem prośby, aby druga strona dokładnie wiedziała, jakich zachowań od niej chcemy:

Chciałabym, abyś na każdą naszą rocznicę przynosił mi bukiet świeżych kwiatów.

Chciałabym, aby książki w twoim pokoju stały na półce.

Chciałbym, abyś poczekała z relacją z pracy do zakończenia pierwszej połowy meczu.

Chciałabym, abyś w pierwszej kolejności kontaktowała się ze mną indywidualnie w ramach pracy nad tym projektem, a dopiero gdy nie znajdziemy wspólnie rozwiązania wysyłała maila do innych osób w to zaangażowanych.

 

Dlatego, aby dostać to, czego chcesz przede wszystkim: odpowiedz sobie na pytanie czego tak naprawdę potrzebujesz i druga rzecz: sformułuj swoją prośbę tak, aby druga strona dokładnie, bez wątpliwości wiedziała, czego od niej chcesz, co konkretnie ma (z)robić.

Powodzenia!

 

You Might Also Like

poprzedni wpis
następny wpis

2 Comment

  1. agnieszka
    19 grudnia 2016 at 19:42

    Lidka, bardzo się zgadzam z tym, co napisałaś! Dużo ostatnio czytam i rozmyślam nad poczuciem własnej wartości i tego, w jaki sposób samoocena i to, co myślimy na swój temat determinuje nasze działania. Pewnie będzie z tego artykuł. Dziękuję za Twoją refleksję i że się nią podzieliłaś. Pozdrawiam!

  2. Lidka
    7 grudnia 2016 at 12:01

    Agnieszko, jest jeszcze coś co się nazywa przedkładanie potrzeb bliskich osób nad swoje. Nie umiemy zdobyć się na szczerość i wyrazić naszych oczekiwań lub poprostu wywalczyć tych kilku minut, godzin lub dni tylko dla siebie, a potem cierpimy. Ważniejsza jest kariera partnera, zajęcia dzieci ect. Potem koło się zamyka, pozostają pretensje i żale a czasem bolesne konsekwencje. To o czym piszesz to często pokłosie dłużej skrywanych potrzeb. Nieżadko skrywanych nie dlatego, że nie umiemy ich wyrazić ale dlatego że wydają nam się marne w obliczu potrzeb naszych bliskich i przywiązujemy do nich wagę dopiero gdy nam się „ulewa”.

Comments are closed.