RELACJE W PRACY I W DOMU

WŁĄCZ CIEKAWOŚĆ

Wakacje to czas relaksu, spowolnienia, zabawy, spotkań z drugim człowiekiem bez pośpiechu, leniwie, w słońcu (no chyba, że w deszczu).

To czas, kiedy mamy większą szansę, by się zatrzymać i poprzyglądać sobie i innym ludziom. Czasem jednak trudno nam wypaść z trybów codziennego zabiegania i zapatrzenia we własne sprawy, a wtedy możemy stracić coś niepowtarzalnego. Możemy stracić okazję poznania kogoś ciekawego, dowiedzenia się o czyichś doświadczeniach, zainspirowania się życiem innej osoby.

Marta od czterech lat mieszka za granicą. Najpierw pracowała w Brukseli, w biurze jednego z posłów, potem przeniosła się do słonecznych Włoch, gdzie najpierw wolontarystycznie, a potem już odpłatnie angażowała się w pomoc dzieciom. Poznała tam Giuseppe, rodowitego Włocha, zamieszkała z jego rodziną, poznaje od podszewki zwykłe włoskie życie, z codziennymi troskami, wyzwaniami, sposobem myślenia i funkcjonowania. Jak co roku przyjechała do Polski, by odwiedzić rodziców i przyjaciół. Spotkała się z przyjaciółkami na kawie, ciekawa tego, jak im się wiedzie, jak układa im się życie, co planują. Chciała też podzielić się swoimi przeżyciami, opowiedzieć jak inne, a przez to niezwykłe jest życie w słonecznym zakątku kalabryjskich krajobrazów. Spotkałyśmy się dwa dni później. Marta była… zaskoczona, trochę rozczarowana… powiedziała: wiesz, moje przyjaciółki, znajome w ogóle nie były zainteresowane tym, co u mnie… prześcigały się w opowiadaniu o trudnościach i kłopotach, jakby licytowały się, która ma gorzej, nie słuchały siebie nawzajem, gdy tylko jedna zaczynała mówić o jakiejś sprawie inna zaraz przerywała chcąc opowiedzieć własną historię. Na moje przeżycia nie starczyło już miejsca i czasu…

Z Martą spędziłyśmy ponad 5 godzin. Dowiedziałam się niezwykle ciekawych rzeczy, o których nie przeczytałabym w żadnym przewodniku czy książce. To były historie z życia wzięte. Czasem śmieszne, czasem smutne, czasem o tęsknocie za Polską, czasem o radości z poznawania nowego. To spotkanie mnie ubogaciło. Pozwoliło nabrać dystansu. Ale przede wszystkim zbliżyło do Marty. Poznałam jej punkt widzenia. Poznałam jej sposób odczuwania świata. Poznałam lepiej drugiego człowieka.

Mamy tendencję do opowiadania o sobie, do stawiania własnych doświadczeń w centrum. Może dlatego, że tak naprawdę czasem nikt nikogo nie słucha i gdy już „dopadniemy” słabszego – czyli takiego, który jest mniej dominujący i nam nie przerwie, to mówimy, mówimy, mówimy. Chcemy zaistnieć. Wygadać się. Potrzebujemy usłyszeć własną opowieść. I koncentrujemy się na własnych przeżyciach tak bardzo, że tracimy okazję do prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem, do pochylenia się nad jego życiem.

Dlatego zapraszam Cię do poeksperymentowania – przynajmniej raz w tygodniu (od czegoś trzeba zacząć :-), gdy kogoś spotkasz – nie mów o sobie. Zapytaj, co u tej drugiej osoby, jak żyje, o czym marzy, co lubi, co ostatnio ją zaskoczyło, a co ucieszyło. Zapomnij o sobie i o opowiadaniu własnych historii. Bądź dla tej osoby. Może nauczymy się, że dla każdego z nas starczy miejsca i czasu, że możemy być całkiem dla innych, a wtedy i oni będą dla nas, że nie musimy walczyć o uwagę drugiego człowieka.

Włącz ciekawość. Warto.

 

You Might Also Like

poprzedni wpis
następny wpis