Nie okaleczaj motyla!

Maria była idealna w roli Wybawcy!

Trzeba upiec babeczki na dzień nauczyciela do szkoły? – Maria już się zgłasza.
Dziecko przypomniało sobie o 21.00, że na następny dzień ma napisać wypracowanie? – Maria siada przy biurku i dzielnie pomaga tworzyć wiekopomne dzieło.
Koleżanka prosi o poradę? – Maria mogła ją przez godzinę słuchać i wspierać, choć sama była już tak zmęczona, że nie miała siły, by potem dojść do łazienki i zmyć makijaż przed snem.
Mama zadzwoniła i napomknęła, że słabiej się dzisiaj czuje? – Maria natychmiast wsiada do samochodu, aby sprawdzić, co się dzieje.
Mąż utrudzony wraca z pracy i zalega na kanapie? – Maria Wybawicielka gotuje obiad i zaprasza do stołu. A potem sama zmywa naczynia.

Nasza bohaterka! Aktywna, pełna miłości i troski, odpowiedzialna, dokładna, pomocna. Któż z nas by jej nie lubił?!
Maria była akceptowana i pożądana przez wszystkich. Pewnie dlatego, że większą wagę przykładała do tego, co czują, myślą i potrzebują inni niż do tego, co czuje, myśli i potrzebuje ona sama. Zapominała o sobie. 

Do mnie, na terapię trafiła dlatego, że nagle poczuła się wyczerpana. Wykorzystywana. Zaniedbywana. Była rozżalona, że inni nie doceniają jej wysiłków. Potrzebowała choć odrobiny wdzięczności. Włączenia się innych w to, co robi. Albo chociaż pytania, czy i ona nie potrzebuje jakiejś pomocy. 

Widziałam jej ogromne zmęczenie.

Co sprawia, że wchodzimy w rolę Wybawczyń?

  • Przekonanie, że możemy być lubiane / potrzebne tylko wtedy, gdy pomagamy innym
  • Niezaspokojona potrzeba bycia docenioną
  • Poczucie winy (pomagamy, bo mamy poczucie, że np. wciąż za mało zrobiłyśmy dla swoich rodziców albo że niewystarczająco czasu poświęciłyśmy dzieciom)
  • Poczucie bycia niezastąpioną (kto inny zrobi to tak dobrze, jak ja? no oczywiście, że nikt)

Jak wyjść z roli Wybawczyni?

Po pierwsze – zastanów się nad tym, co o sobie myślisz, jakie masz przekonania na swój temat. Jeśli stwierdzisz, że przyczyna tkwi w niskim poczuciu własnej wartości, poszukaj sposobów, aby je wzmocnić. Możesz zacząć od mądrych książek, podcastów, kursów. Możesz przepracować też niekorzystne przekonania z coachem lub terapeutą.

Po drugie – wyznacz dobre granice między dawaniem i braniem.  

Po trzecie – zanim rzucisz się w wir pomagania zapytaj, czy ktoś na pewno Twojej pomocy potrzebuje. Dopytaj, czego od Ciebie by chciał. I sprawdź, czy w danej chwili masz przestrzeń na to, by pomóc. Bo nie jesteś jedyną osobą, która może pomagać.

Po czwarte – kiedy komuś pomożesz i nie otrzymasz informacji zwrotnej na temat tego, co zrobiłaś, zapytaj: czy to było ok, co zrobiłam? jakie to miało dla Ciebie znaczenie?  Nie czekaj na podziękowania. Sama o nie zadbaj. To, że usłyszysz słowa uznania dopiero wtedy, gdy o nie poprosisz, nie oznacza, że są mniej warte. Żyjemy w takiej kulturze, że rzadko ludziom przychodzi do głowy docenianie innych. Tutaj pisałam o tym trochę więcej.

I po piąte – nie wyręczaj! Nie rób za kogoś czegoś, co on sam może zrobić. Jaki sygnał dajesz, gdy wyręczasz dziecko? Taki, że ono samo nie jest zbyt dobre / mądre / wystarczające, by uporać się z jakimś zadaniem. Serio chcesz budować w nim takie przekonanie?

Ku refleksji posłuchaj historii, którą w swojej książce opisała Kamila Rowińska:

(…) Pewnego dnia poczwarka zaczęła wykluwać się ze swojego kokonu. Mężczyzna usiadł i przyglądał się, jak przeciska swoje ciało przez malutki otwór w oczekiwaniu aż pojawi się motyl. Poczwarka zatrzymała się.

Mężczyzna uznał, że zaszła tak daleko jak mogła i dalej już nie ma sił. Postanowił jej pomóc. Wziął nożyczki i rozciął motyli kokon. Poczwarka wyszła dalej. Miała za to wątłe ciało i w niczym nie przypominała pięknego motyla. Mężczyzna kontynuował obserwację, ponieważ spodziewał się, że w każdej chwili skrzydła motyle zaczną grubieć, powiększać się, dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć.

Tak się nie stało! Motyl pozostał jedynie poczwarką czołgającą się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydłami.

Nie okaleczaj motyla! Wspieraj, ale przede wszystkim pozwól innym budować ich własną siłę.

Trzymam za Ciebie kciuki. A jeśli czujesz, że potrzebujesz mądrego przepracowania siebie w roli Wybawicielki, śmiało daj znać.
agnieszka@agnieszkawrobel.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *