„Pani tu nie pasuje” — o tym, czego ciało uczy nas w najtrudniejszych chwilach

Ilustracja konturowa kobiety trzymającej dłonie na brzuchu i klatce piersiowej, z zaplątanym kłębkiem linii pośrodku ciała — symbol wewnętrznego chaosu i mądrości ciała w trudnych chwilach

Długi korytarz. Zielone ściany. Światło jarzeniówek. Mnóstwo ludzi. Jedni siedzą na krzesełkach, inni opierają się o ściany. Jest tłoczno. Słychać przytłumione rozmowy. Jak to przed gabinetem lekarza w przyszpitalnej przychodni.

Ludzie siedzą zatroskani swoją chorobą. Opowiadają współczekającym o ostatnich wynikach, leczeniu, o rokowaniach, nadziejach i obawach. Jak to przed gabinetem lekarza onkologa.

Ona

A na początku kolejki ONA. Jest z mężem. On coś powiedział, ona się roześmiała. Odpowiedziała i oboje wybuchnęli śmiechem. Jest spokojna. Nie opowiada o chorobie. Nie mówi o ostatniej chemii. Nie wspomina o nieprzespanych nocach. Koncentruje się na tym, co radosne w tej chwili. Przyjmuje z wdzięcznością to, co — być może w małej dawce, ale jednak — dostaje dobrego.

I nagle pani, która siedzi obok niej mówi: Pani tu nie pasuje.

Na co ONA: wie Pani, też tak myślę.

A jednak są tam obie. W podobnych okolicznościach. Wszyscy, którzy czekają na wizytę u profesora, są tam w podobnych okolicznościach. Trudnych i bolesnych.

Co dzieje się w ciele, gdy wchodzimy w schemat?

Zanim odpowiem na pytanie, jaką TY wybrałabyś być w takich okolicznościach — chcę się zatrzymać przy czymś, o czym rzadko się mówi w takich historiach.

Kiedy wchodzimy w „wymagane” przez sytuację zachowanie — martwimy się głośno, narzekamy, skupiamy wyłącznie na tym, co złe — ciało reaguje natychmiast. Układ nerwowy nie odróżnia rzeczywistego zagrożenia od zagrożenia wyobrażonego. Wystarczy, że zaczynamy myśleć i mówić o najgorszym — a ciało wchodzi w stan mobilizacji: napina mięśnie, oddech staje się płytszy, wzrasta poziom kortyzolu (hormonu stresu).

To jest psychosomatyka w czystej postaci. Emocje, które przeżywamy — nawet te, które „przejmujemy” od otoczenia, od współczekających, od atmosfery miejsca — mają swój fizyczny adres w ciele. Zaciskają szczęki. Unoszą ramiona. Ściskają żołądek.

Nie mówię tego po to, żeby winić kogokolwiek za to, jak reaguje w chorobie. Mówię to dlatego, że somatyka pokazuje nam coś ważnego: nasz stan wewnętrzny — myśli, emocje, nastawienie — realnie wpływa na stan ciała. A stan ciała wpływa na to, jak się leczymy, regenerujemy i radzimy sobie z bólem.

Ciało nie potrzebuje badań naukowych, żeby to wiedzieć. Ono to po prostu czuje i… reaguje. Chroniczne skupienie na zagrożeniu dosłownie wyczerpuje zasoby: pogarsza sen, napina mięśnie, utrudnia regenerację.
Tymczasem momenty spokoju, humoru, wdzięczności — nawet krótkie — aktywują układ przywspółczulny, czyli ten odpowiedzialny za regenerację i odpoczynek.

ONA — ta kobieta z korytarza — robiła to instynktownie. Albo świadomie. Dawała swojemu ciału chwile oddechu.

Co Ty wybierasz?

Czasem kontekst narzuca nam standardowe zachowanie. A my z automatu w nie wchodzimy. Narzekamy. Cierpimy tak, że wszyscy mają okazję to zobaczyć. Martwimy się na zapas. Straszymy siebie i innych. Obwiniamy.

Ale mamy też drugą drogę — nie pasować.

To może drażnić, bo nie wpasowujemy się w schemat. Odmieńcy.

Pamiętam ze swojego życia dwie takie sytuacje. Jeszcze w liceum koleżanka mojego ówczesnego „narzeczonego” powiedziała do niego: ale ty się chyba z nią nie zadajesz? ona jest wciąż taka uśmiechnięta… To był pierwszy, ale nie ostatni raz, kiedy ktoś zarzucił mi pogodę ducha jako niepasującą do okoliczności.

I drugi raz — gdy urodził się mój syn, waga urodzeniowa 650 gram, 3 miesiące przed terminem. Walczył o życie, potem o jakość tego życia. I pamiętam te komentarze: jak możesz być taka spokojna?
Nie wpisywałam się w schemat oczekiwanych zachowań.

A jednak tak wolę. Chcę świadomie wybierać reakcję na to, co mnie spotyka.

Spokój to nie zaprzeczenie — to decyzja ciała

Chcę Ci powiedzieć coś ważnego, bo wiem, że można to źle zrozumieć.

Świadomy spokój w trudnej sytuacji to nie jest tłumienie emocji. To jest coś zupełnie innego — i ciało doskonale zna tę różnicę.

Tłumienie wygląda tak: czuję lęk, ale mówię sobie nie wolno mi się bać i wypycham to z pola świadomości. Emocja nie znika — idzie głębiej, zamraża się w ciele. Takie zamrożenie w somatyce widzimy je jako jeden z głównych mechanizmów prowadzących do chronicznego napięcia, bólu i psychosomatycznych objawów.

Świadomy spokój wygląda inaczej: czuję lęk, pozwalam mu być, oddycham, a potem — świadomie — kieruję uwagę na to, co jest dobre w tej chwili. To nie ucieczka czy odwracanie uwagi. To świadoma regulacja.

W terapii somatycznej uczymy się właśnie tej różnicy — między unikaniem a przetwarzaniem. Między maską spokoju a spokojem, który naprawdę płynie z ciała.

Zatrzymaj się i zapytaj siebie

Jak zmieniłabyś świat wokół siebie, gdybyś zachowała się inaczej niż „nakazuje” sytuacja?

Jakie inne — być może bardziej konstruktywne, radosne, wdzięczne — zachowanie byłoby dla Ciebie bardziej sprzyjające? Nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że tak chcesz? Że tak mówi Ci Twoje ciało, gdy pozwolisz mu mówić?

Co byłoby najbardziej zgodne z Tobą?

Ta kobieta z korytarza nie zaprzeczała chorobie. Ona po prostu nie oddawała jej całego siebie. I to jest może najprostszy opis tego, czym jest regulacja układu nerwowego — nie walka z tym, co trudne, ale świadome wybieranie, gdzie jeszcze jest przestrzeń na życie.

Przeczytaj też: