Perfekcyjnie ukryta depresja — czy to o Tobie?

Ilustracja kobiety z dłońmi złożonymi na sercu i zamkniętymi oczami, z pękającymi łańcuchami po obu stronach — symbol uwalniania się od ukrytego cierpienia i wewnętrznych ograniczeń

Zastanawiam się, ile z nas jest jak Matylda.

Weszła do mojego gabinetu pewnym krokiem. Wyciągnęła rękę na powitanie, uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać. Historię oddanej żony i matki dwójki dzieci. Niezwykle zaangażowanej i skutecznej menedżerki. Zawsze wspierającej, zawsze dostępnej, zawsze z check-listą w głowie — i z niezwykłą skrupulatnością ją realizującej. Nawet gdy była zmęczona. Nawet gdy się forsowała. Nawet gdy była chora.

Zadanie to zadanie. Nie można sobie odpuszczać. Ludzie czekają. Firma czeka. O siebie zadba później.

Kiedy łzy płynęły jej między kolejnymi zdaniami, ocierała je ręką i przepraszała. Wiem, wiem, powinnam być wdzięczna za to, co mam. Nie ma co się nad sobą użalać.

Osoby, które znają Matyldę, widzą w niej pozytywną, skuteczną, spełnioną kobietę.

Depresja? To byłoby ostatnie słowo, jakie przyszłoby komukolwiek do głowy.

I właśnie na tym polegała jej pułapka.

Czym jest perfekcyjnie ukryta depresja?

Kiedy myślimy o depresji, wyobrażamy sobie kogoś, kto nie wstaje z łóżka. Kto jest wyraźnie smutny, przygnębiony, wycofany. Kto nie funkcjonuje.

Ale jest pewien rodzaj depresji, który wygląda zupełnie inaczej — i właśnie dlatego jest tak trudny do rozpoznania. Nawet przez samą osobę, która jej doświadcza.

Perfekcyjnie ukryta depresja (ang. Perfectly Hidden Depression, PHD) to pojęcie wprowadzone przez psycholożkę Margaret Rutherford. Opisuje stan, w którym człowiek funkcjonuje sprawnie — a nawet wzorowo — na zewnątrz, jednocześnie niosąc w środku głęboki ból, smutek i poczucie pustki, których nikomu nie pokazuje.

Nie dlatego, że nie cierpi. Ale dlatego, że nauczył się to ukrywać — przed innymi i przed sobą.

Jak ją rozpoznać? Sygnały, które warto znać

Perfekcyjnie ukryta depresja rzadko wygląda jak choroba. Częściej wygląda jak cnota.

Nieustające dążenie do perfekcji — wkładasz w każde zadanie całe serce i nie odpuszczasz, dopóki nie będzie idealnie. A gdy nie jest doskonale, w głowie rozbrzmiewa cichy, ale bezlitosny głos: Mogłaś się bardziej postarać. Co sobie inni pomyślą? Serio myślałaś, że temu podołasz?

Wartość zbudowana na osiągnięciach — gdzieś głęboko mieszka przekonanie, że jesteś warta tyle, ile zrobisz i osiągniesz. Nie to, kim jesteś. Nie to, że w ogóle jesteś. Musisz zasłużyć, udowodnić, zapracować.

Nadmierna odpowiedzialność — kto to zrobi, jak nie Ty? Kto zrobi to lepiej? Organizujesz, dowozisz, dźwigasz — a w środku nosisz smutek i zmęczenie, które nie mają gdzie odpłynąć.

Ignorowanie własnych trudnych emocji — lęk, smutek, wstyd, żal są szybko uciszane. Weź się w garść. To nie koniec świata. Ogarnij się. Nie okazujesz sobie współczucia. Tylko czasem, wieczorem, płaczesz w poduszkę — i szybko wracasz do siebie.

Dawanie bez brania — troszczysz się o innych, odpowiadasz na ich potrzeby, wspierasz. Ale jednocześnie nie dopuszczasz nikogo do swojego wewnętrznego świata. Nie mówisz, z czym Ty się zmagasz. Dajesz — ale nie potrafisz przyjmować.

Chroniczne martwienie się — o wszystko i wszystkich. Ogromna potrzeba kontrolowania, wpływania, dopilnowywania. Jakby chwila odpuszczenia mogła wszystko zniszczyć.

Przymusowy optymizm — przekonanie, że trzeba dostrzegać tylko to, co dobre. Jest dobrze, bądź wdzięczna, ciesz się tym, co masz. A kiedy widzisz coś trudnego — obwiniasz siebie, że znowu narzekasz. Przy PHD zaprzeczamy temu, co boli.

Nie wszystkie te sygnały muszą wystąpić naraz. Czasem jeden lub dwa — ale mocno nasilone — mogą być znakiem, że coś ważnego jest przykryte i domaga się uwagi.

Jeśli czytając powyższe sygnały poczułaś, że coś tu jest o Tobie — mam dla Ciebie coś konkretnego.

Przygotowałam bezpłatny kwestionariusz, który pomoże Ci zobaczyć, gdzie jesteś na spektrum Perfekcyjnie Ukrytej Depresji. 18 pytań, skala odpowiedzi i interpretacja wyników — żebyś nie musiała zgadywać, tylko mogła się zatrzymać i naprawdę się temu przyjrzeć.

Możesz go pobrać bezpłatnie, zapisując się do mojego newslettera Wdech i Wydech.

Perfekcyjnie ukryta depresja a ciało

Jest jeszcze coś, o czym rzadko się mówi w kontekście PHD — a co widzę wyraźnie w pracy terapeutycznej.

Ukrywanie bólu kosztuje. I ten koszt jest też fizyczny.

Ciało, które latami tłumi emocje, dźwiga napięcie, które nie ma gdzie odpłynąć. Mięśnie są stale spięte — szczególnie w karku, barkach i szczęce. Oddech jest płytki i krótki. Układ nerwowy pozostaje w trybie ciągłej mobilizacji: muszę, trzeba, nie można odpuścić.

Wiele kobiet z perfekcyjnie ukrytą depresją przychodzi do mnie najpierw z objawami fizycznymi — przewlekłym napięciem, bólami głowy, problemami ze snem, permanentnym zmęczeniem mimo dobrego życia na papierze. Ciało mówi to, czego usta nie wypowiadają.

I właśnie dlatego praca z PHD to nie tylko praca z myślami i przekonaniami. To też powrót do ciała — nauka słyszenia jego sygnałów, zanim staną się krzykiem.

Od czego zaczęłyśmy z Matyldą

Pierwszym obszarem, nad którym pracowałyśmy, było kontaktowanie się z własnymi emocjami i sygnałami płynącymi z ciała.

Żyjemy w tak szybkim tempie, że chwila zatrzymania i pobycia z tym, co w nas żywe, wydaje się luksusem. Mamy tendencję do pomijania tego, co trudne — lęk, wstyd, smutek to emocje, których nie chcemy. Zaprzeczamy im albo zagłuszamy je nadmiernym działaniem.

A gdyby zamiast tego — zaopiekować się swoim „trudnym”? Pobyć ze smutkiem czy żalem? Zobaczyć, o czym ta emocja próbuje powiedzieć?

Moja szesnastoletnia klientka Zuzia powiedziała kiedyś coś, co na długo zostało ze mną:

„Trudno polubić smutek, ale on we mnie jest i być może już na zawsze pozostanie… otulę go ciepłem, abym mogła żyć pomimo jego obecności.”

Jestem pod wrażeniem jej dojrzałości. I tego, jak trafnie zobaczyła, że nie musimy unikać trudnych emocji, żeby żyć dobrze. Możemy nauczyć się z nimi być — zamiast przed nimi uciekać.

Co możesz zrobić, jeśli to o Tobie?

Jeśli czytając ten artykuł rozpoznałaś siebie — w Matyldzie, w objawach, w tym cichym płakaniu wieczorem w poduszkę — to ważny sygnał.

Nie ma tu miejsca na ocenianie. Perfekcyjnie ukryta depresja nie jest oznaką słabości. Jest często wynikiem lat uczenia się, że trzeba dawać radę, że nie można pokazywać słabości, że na Ciebie zawsze można liczyć — i że Ty nie możesz liczyć na nikogo.

Można to zmienić. Ale zazwyczaj potrzeba do tego kogoś, kto pomoże — bo samodzielne wyjście z pułapki, którą się sama przed sobą zbudowało, jest bardzo trudne.

Jeśli rozważasz terapię — zapraszam Cię na sesję. Stacjonarnie w Łodzi lub przez Zoom.

 

Najczęściej zadawane pytania:

Nie — PHD nie jest formalną diagnozą kliniczną, lecz pojęciem wprowadzonym przez psycholożkę Margaret Rutherford, opisującym bardzo konkretny wzorzec przeżywania i funkcjonowania. Osoby z PHD często nie spełniają klasycznych kryteriów depresji, bo zbyt dobrze maskują swój stan — nawet przed sobą. To nie znaczy, że ich cierpienie jest mniejsze ani że nie potrzebują wsparcia.

Wypalenie zawodowe dotyczy głównie pracy i mija, gdy pojawia się odpoczynek lub zmiana sytuacji. PHD jest wzorcem głębszym i szerszym — przenika wszystkie obszary życia i nie ustępuje po urlopie. Kluczowy sygnał: jeśli nawet w czasie odpoczynku pojawia się niepokój, że „powinna coś robić”, jeśli trudno po prostu być bez celu — to może być coś więcej niż zmęczenie.

Pierwszym krokiem może być samo nazwanie tego, co czujesz — bez oceniania, czy to „wystarczająco poważne”. Rozwiązanie testu PHD, czytanie, rozmowa z kimś bliskim — to wszystko jest już kontaktem z własnym wewnętrznym życiem. A kiedy poczujesz, że chcesz iść głębiej, terapia będzie tam na Ciebie czekać.

Przeczytaj też: